| |
Tekst Anny Wasilewskiej laureatki "Konkursu na tekst inspirowany twórczością Stanisława Lema"*
SPRAWOZDANIE Z KOŃCA ŚWIATA
Dzień był naprawdę upalny. Najmniejszy nawet wietrzyk nie mšcił nieruchomego powietrza, duszną ciszę przerywało od czasu do czasu jedynie szczekanie psa. Ulice były puste. Większość ludzi gnuśniała w domach, leżšc brzuchami do góry i zapijając smętny nastrój napojami mniej lub bardziej wyskokowymi. Ta sielanka miała trwać jeszcze ok. 15 minut, ale niczego nieświadomi Ziemianie spędzali ostatnie chwile jałowo i bezproduktywnie. Tymczasem ponad nieruchomą, letnia atmosferą, ponad cirrusami i nimbostratusami . . .
Anioł siedzący przed pulpitem odchylił się na krześle i otarł pot z czoła. Sięgnął po kubek z kawą i omiótł wzrokiem wielkie plazmowe ekrany, ukazujące obrazy różnych zakątków Ziemi i Wszechświata.
-
Wszystko idzie zgodnie z planem, Szefie. Za 12 minut 40 sekund zacznie się . . . koniec - uśmiechnął się, zadowolony z tego oksymoronicznego meldunku.
-
Nie rozumiem - wtrącił Iskamiel, anioł pełniący funkcję mechanika. Na szacie, która mimo niewdzięcznego zajęcia miała odcień najczystszej bieli, miał przypięty identyfikator. Napis na nim głosił: "Centrum Dowodzenia Sztabu Zarządzania Kryzysowego - członek personelu" - Po co ta cała farsa? Jeźdźcy Apokalipsy, archaniołowie dmący w trąby, zniszczenie Świata, marnotrawstwo materii i energii. Nie można tego załatwić jakoś sprawniej?
Szef spojrzał na niego ostro.
-
Słuchaj, musimy dbać o nasz wizerunek. Ludzie wierzę, że koniec świata nastąpi z wielką pompą. Nie odbierajmy im tej jedynej pewnej rzeczy. To oczywiście - zniżył głos i zbliżył się do Iskamiela -oficjalna wersja. Tak naprawdę Allach i Budda udzielili mi dotacji na reorganizację chórów anielskich, a ja w zamian zagwarantowałem, że nie wyłamiemy się ze schematu. Koniec świata we wszystkich religiach wygląda podobnie.
-
A jak byśmy się wyłamali? To co?
-
To pamiętaj, że nasze udziały w tej spółce to nie więcej niż 1/6. Jak dojdziemy do 1, to będziemy mogli się wyłamywać. - nagle Szef podniósł głos - Czy ty nie masz żadnych zajęć? Zmiataj stąd!
Iskamiel odszedł, by podzielić się tymi supertajnymi informacjami z kumplami, Szef tymczasem rozejrzał się niespokojnie.
-
A gdzie są Jeźdzcy? Chyba powinni już tu być?
-
Już ich wzywam - anioł przysunął sobie maleńki mikrofonik i wcisnął guzik.
-
Śmierć, wzywam do Sztabu, sekcja 2-0-7!
Po chwili przy konsoli zmaterializowała, a właściwie zbudowała się atom po atomie, postać z kosą. W dobie powszechnej technicyzacji proces pojawiania się znikąd został permanentnie unowocześniony - wszelkie duchy niebiańskie miały do dyspozycji wygodne i funkcjonalne teleportery. Niektórzy co prawda przebąkiwali, że niematerialność jest częściš tradycji, ale kto by ich tam słuchał. . .
Anioł wezwał pozostałš trójkę. Głód i Zaraza zaportowali się natychmiast, ale Wojna się nie zjawił. Anioł ponowił wezwanie.
- Wojna! Sztab wzywa! Ech, na nikim już nie można polegać!
W korytarzu rozległ się jakiś rumor, tytanowe drzwi otwarły się z hukiem i do pomieszczenia wpadł zziajany Wojna.
-
Tylko nie krzycz! Popsuł mi się teleporter!
-
No to co? Przecież jesteś Istotą, żywą alegorią i natchnieniem! Nie mogłeś przyfrunąć?!
-
W pełnej zbroi? Wolne żarty!
Anioł westchnąšł ciężko. Używają teleporterów zaledwie od 143 lat i już jak bez ręki . . .
-
Ech, nieważne. Za 6 minut startujecie. Mam tu dla was trochę zabawek.
śmierć dostał kosę z tytanowo - irydowym ostrzem, Zaraza - neutronowy rozpylacz morowego powietrza, Głód - laser nadfioletowy, a Wojna . . . coś, co wyglądało jak rękojeść miecza.
-
Co ty mi tu wciskasz? A gdzie ostrze?!
-
Spoko! To cacko zamiast ostrza wyrzuca strumień ciekłego azotu pod cinieniem 300 atmosfer - niszczy wszystko.
-
Świetne!
-
Wiem. Mój wynalazek. A teraz patrzcie.
Podprowadził ich do plazmowych ekranów. Jeden przedstawiał jakiś wulkan na pacyficznej wyspie.
-
Wszystkie wulkany majš wmontowane zdalnie sterowane detonatory, wystarczy wcisnąć guzik i fundujemy światu megaerupcję.
Na innym ekranie widniały jakieś bryły zawieszone w przestrzeni kosmicznej.
-
To RDC - Radioactive Diamond Comets.
-
Rejdioł...co?
Anioł uśmiechnął się z wyższością.
-
Rodioaktywne komety diamentowe! English is future, nieuku! Diamentowy rdzeń plus otoczka z materiałów silnie radioaktywnych, z krótkim okresem połowicznego rozpadu. Jak spuścimy je na ziemię, to nie tylko wyrąbię wielką dziurę, ale skażę teren w promieniu 350 - 400 kilometrów. Prócz tego mamy jeszcze sejsmobilizery - urządzenia do "produkcji" trzęsień ziemi, wzbudzacze tsunami, ogniste meteoryty - co kto woli.
-
Czy ludzie naprawdę. . .no, zasłużyli? - zapytał Śmierć.
-
Zasłużyli - beztrosko odparł anioł.
40
sekund przed godziną zero Szef miotał się jak oszalały.
-
Zająć miejsca! Paluchy na guziki! Niech tylko ktoś spróbuje nawalić!
-
Szefie, nic nie ma prawa nawalić! Wszystko jest zautomatyzowane!
-
Kto wie? Przypadki chodzą po ludziach . . .
-
Nie jesteśmy ludźmi.
Aaaaa, prawda . . .
Pomimo czarnowidztwa Szefa, naprawdę nic nie nawaliło. Wszystkie automaty zagrały jak marzenie, ich operatorzy odetchnęli z ulgą, Jeźdźcy wystartowali, zaczęli popisywać się swoją bronią, Ziemię zalała wrząca lawa, zasypał deszcz meteorytów, zalały olbrzymie fale...
K
ilku aniołów z wypiekami na twarzach wpatrywało się w plazmowy ekran. Śledzili los człowieczka uciekającego przed lawą.
- Patrzaj go, uda mu się !
-
Eeee, nie . . .
-
Zakład ?
Człowieczek potknął się i spiekło go na frytkę.
-
Wygrałem!
-
Aż trudno uwierzyć, że już po wszystkim.
Anioł i Szef przyglądali się spustoszonej Ziemi.
-
To co, Szefie ? Teraz chyba dostanę urlop ?
Na wyschniętym kikucie drzewa siedzą dwie małpy. Samiec i samica.
-
Uuuk ? (1) - pyta samiec.
Samica podaje mu jabłko.
- Uuk! Iiik u-uuk ! (2)
(1) Masz coś do jedzenia?
(2) Zwariowałaś?! Nie będziemy tej idiotycznej historii powtarzać od początku!
Anna Wasilewska, lat 16
Brwinów, II L.O. im. St. Batorego w Warszawie
* Jury stanowili członkowie Koła Naukowego Studentów Wiedzy o Kulturze Instytutu Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. |